Marzec tego roku był mało łaskawy dla wszystkich domorosłych Kenów Blocków (w tym także mnie) ślizgających się po pobliskich parkingach. Od początku miesiąca mieliśmy wiosenną aurę, a każda następna prognoza pogody przygotowywała nas na przybycie prawdziwej wiosny. Nie był więc to wymarzony miesiąc dla fanów motoryzacji, fanów sportów zimowych i chociażby dla alergików. Jednak przynajmniej nasza redakcja zakończyła ten miesiąc pozytywnym akcentem otrzymując do testów pierwszy pojazd, a był nim Renault Kangoo Extrem.

Sam model Kangoo znam dobrze, gdyż miałem z nim do czynienia wcześniej, dlatego zasiadając po raz pierwszy czułem się dość komfortowo. Po zajęciu miejscu za kierownicą przyjąłem swoją ulubioną pozycję, czyli fotel ustawiony w najniższym położeniu, prawie pionowo i dosyć daleko od kierownicy. W takiej pozycji mogłem obsługiwać środkową część deski rozdzielczej, jednak regulacja kierownicy tylko w jednej płaszczyźnie zmusiła mnie do zmiany pozycji na fotelu. Jak już jesteśmy przy fotelu to warto dodać, że kierowca ma wokół dużo miejsca i żaden plastik nie krępuje ruchów. Jedynie zastrzeżenia mam do zapięcia pasów bezpieczeństwa znajdującego się w wąskiej szczelinie miedzy fotelem i podłokietnikiem, co utrudnia ich zapięcie. Ciekawy wzór tapicerki, modne ostatnio fortepianowe wykończenie deski rozdzielczej i intensywne czarne plastiki we wnętrzu chcą nas odwieźć od wrażenia, iż mamy do czynienia z małym dostawczakiem. Dodatkowo testowy egzemplarz miał kilka ciekawych dodatkowych opcji wyposażenia takich jak R-link, szklany dach czy rozbudowany system ESC. R-link to system multimedialny i moim zdaniem jest to obowiązkowa opcja na liście wyposażenia dodatkowego mimo ceny 3000zł. Nawigacja od Tom Tom jest prosta w obsłudze, a zamiast strzałki pokazującej naszą pozycję jest mały model przypominający Kangoo widziane od tyłu. Do tego możliwe jest skonfigurowanie sprzętu przez Bluetooth czy zbieranie eko listków przyznawanych za odpowiedni styl jazdy. Jedyną rzeczą jaką można by tu poprawić to jakość dźwięku muzyki płynącej z głośników . Szklany dach odradzam, w słoneczne dni przeszkadza brak roletek i pozostaje tylko jazda w kapeluszu, ale przynajmniej nie będzie problemu z jego pomieszczeniem pod sufitem. W zamian za niego lepiej dokupić tempomat i czujniki cofania.

a2

Z zewnątrz nie dało się tak dobrze zamaskować pochodzenia auta mimo wielu starań. Z przodu w wersji Extrem pojawił się czarny zderzak wzbogacony o srebrny panel, a grill tak jak w innych wersjach, zdobi duży diament nie pozwalający zapomnieć, że mamy do czynienia z Renault. Nie jest to coś, czego nabywca powinien się wstydzić, gdyż ten model jest bazą dla Mercedesa Citana. Ta kooperacja może być dla nabywców sygnałem, że nie należy bać się francuskich produktów, a opinie o awaryjności 1.5 dCi można włożyć między bajki . Wracają jednak do nadwozia trzeba przyznać, że w tym brązowym kolorze i na antracytowych felgach Kangoo prezentuje się bardzo dobrze, cały czas mając na uwadze jego pochodzenie. Bardzo przydatnym i pomysłowym rozwiązaniem są relingi dachowe, które pełnią zarazem funkcję poprzeczek dachowych, a w tej wersji dostajemy je w wyposażeniu seryjnym. Ciekawym rozwiązaniem jest usytuowanie przednich bocznych szyb nieco głębiej w drzwiach, dzięki czemu przy wyższych prędkościach możemy jeździć z opuszczonymi szybami, nie martwiąc się o stan naszej fryzury.

Testowanie miało miejsce na przeszło 700 km w różnych warunkach drogowych, bo jeździłem na trasie jak i w ruchu miejskim. Pierwszym etapem było kręcenie się po Warszawie i powrót do Krakowa. W sumie wyszło prawie 300 km, przy czym nie starałem się zbliżać do wartości średniego zużycia paliwa podawanego przez producenta. Średni wynik na poziomie 5,5 l/100 km uważam za dobry biorąc jeszcze pod uwagę fakt wypalania filtra cząstek stałych, który podnosi również zużycie. Podczas jazdy zupełnie nie czuć dostawczego charakteru samochodu, co jest wynikiem zbudowania tej generacji Kangoo na płycie podłogowej Scenica, a nie na Clio jak w przypadku poprzedniej generacji. Nierówności nie powodują tutaj trzeszczenia plastików, a zawieszenie nie przenosi kompletnie żadnych dźwięków i gładko tłumi nierówności. Charakterystyka jest raczej miękka i nie zachęca to do jazdy na granicy przyczepności, czy nawet do szybszego wchodzenia w zakręty. Po najechaniu w zakręcie na nierówność mamy wrażenie że auto „przesuwa” się względem drogi, jednak wciąż pozostaje posłuszne kierowcy. Do tego mamy tutaj leniwy układ kierowniczy pasujący bardzo dobrze do zawieszenia, a zmiana pasa przy prędkościach autostradowych i wyprzedzanie przy bocznym wietrze nie jest szczególnym wyczynem.

c1

Kolejne 150 km pokonane w typowo miejskich warunkach to średnio 7 l/100km. Powrót do Warszawy pokonany już bardziej „Eko” skutkował średnim spalaniem na poziomie 4.9 l/100 km. W całym teście Kangoo spaliło średnio 5.5l/100km, czyli bardzo przyzwoicie. To wszystko za sprawą małego diesla 1.5 dCi o mocy 110 KM połączony z 6-biegowym manualem. Jednostka ta jest najmocniejszym silnikiem wysokoprężnym dostępnym w gamie Kangoo. Brawa dla niego za kulturalną pracę i ekonomię, a w połączeniu z tą skrzynią nie sprawia wrażenia zmęczonego jazdą z prędkością maksymalną dopuszczalną przez nasze prawo. Jego wadą może być wąski zakres maksymalnego momentu obrotowego mieszący się subiektywnie w granicach 1800-2400 RPM. Bez przypalania sprzęgła ruszanie pod strome podjazdy będzie ciężkie, jednak tutaj z pomocą może nam przyjść asystent ruszania pod górkę. Powyżej 2500 RPM nie mamy co liczyć na szybkie przyspieszanie, gdyż stopniowo maleje ciąg.

Jeśli dotrwaliście do tego momentu to chwała wam za to, ale pasuje jeszcze zrobić małe podsumowanie. Renault Kangoo Extrem okazuje się alternatywą dla takich wyjadaczy jak VW Golf, bo za cenę podstawowego Golfa z dieslem oferuje dużo więcej miejsca i elementów wyposażenia. Tak więc dla młodej rodziny 2+2 aktywnie spędzającej czas może okazać się lepszym rozwiązaniem, a na pewno wygodniejszym. Do tego 660 litrów bagażnika, w razie konieczności pomoże w przeprowadzce. Rozważając zakup auta nie warto zawężać krąg poszukiwań do jednej konkretnej klasy strzelając nieraz samemu sobie w kolano, gdyż producenci bardzo mocno pocą się tworząc przeróżne odmiany aut, chcąc jak najbardziej wpasować się w nasze potrzeby. Dzisiejszy gość testu, mam nadzieje, że da Wam do myślenia i stojąc przed zakupem nowego auta pomoże wybrać odpowiednie, może nie konkretnie dostawczaka w przystępnej odmianie, a zupełnie inne auto niż zakładaliście na początku.

Tekst: Krzysztof Kunzek

Zdjęcia: Jakub Głąb

ZOSTAW ODPOWIEDŹ